
Marcus Fenix. Pierwsze skojarzenie z marką serii Gears of War dla graczy to jak oczywista konsumowana kanapka Polaka o w pół do dziesiątej rano. Marcus wraz z ekipą za wszelką cenę chcą zlikwidować szarańczę po raz kolejny stawiając swoja wielkie cielska na niepewnym gruncie. Locusty są gotowe do odparcia zdeterminowanych wojaków spod znaku COG. Oddział DELTA nie będzie miała tym razem prostej drogi do przetarcia.
Dwa lata po wydarzeniach z drugiej części, umocnione siły szarańczy pod wodzą Królowej Szarańczy zostały rozsiane po całym globie, skutecznie przejmując teren. Tym też sposobem Marcus z ekipą przebiegnie, rozwalając, niszcząc, zostawiając posokę w świetnych miejscówkach jakie dane Nam będzie zwiedzić. Ci którzy jeszcze nie mieli sposobności zagrać w trzecią część Gears of War zachęcam do sięgnięcia po ten tytuł choćby właśnie z tego powodu. Aby zobaczyć piękne widoki, oczojebną grafikę, pieczołowicie przygotowaną, wyciskając ostatnie soki, powodując szczękopad, całość który Bleszinski wykonał wraz ze swoją ekipą.

Tym razem jest jeszcze więcej, mocniej i bardziej efektownie niż kiedykolwiek. Kwintesencją Girsów jest tempo akcji, głównie totalny rozpierdol, masa atrakcji podczas przemierzenia kolejnych lokacji z hordą przeciwników do wyrżnięcia. Cliff dał upust do granic możliwości, mimo, iż akcja to nadal typowa "szynówka", przemy jeno do przodu tłukąc po drodze wszystko co można przemielić na parówki.
Ma to swój urok, także fanów i wrogów tego typu rozrywki. Jednak nie można odmówić rozmachu jaki towarzyszy nam od pierwszych minut gry. po kilku chwilach ciszy zaczyna się jatka jakiej nie odmówiłby nie jeden film z pokaźnym budżetem. Spojlować nie mam zamiaru, ponieważ wielu wciąż nie miało okazji sprawdzić tej części, jednakowoż mogę z czystym sumieniem rekomendować to co dzieje się na Naszych ekranach.
Grafika. Detale, detale i jeszcze raz detale. ostatnie możliwości 360tki? być może, na pewno engine Unreal został w tym momencie wykorzystany w pełni. Jest lepiej pod każdym względem, detronizując w tym segmencie poprzedniczki do maksimum. modele postaci są świetne wykonane, dopakowane właśnie w detale, mimika twarzy, plastyczność. To wszystko sprawia, że postaci stały się bardziej wiarygodne.
Każda z postaci dysponuje unikatowym strojem, mocno przemodelowanym od tego który znamy z poprzednich lat. Dodatkowo mamy w składzie kobitki, które wpasowały się w skład idealnie. Do znanej ekipy czyli Marcusa, Doma, Bairda, Cole'a dołączyła Anya Stroud łączniczka, głównie informatorka Naszej ekipy. Miło, wszak mamy równouprawnienie więc, i kobiety za konsolą poczują się swojsko. Nie można również zapomnieć o Polskiej lokalizacji kinowej, zrealizowano je poprawnie, bez oszczędzania na przekleństwa, czasami zdarzały się jakieś babole, ale rzadko. Jednym słowem dobra robota.

Lokacje zasługują na brawa, na stojąco trzeba dodać. Efekty świetlne potęgują całość windując i podnosząc poprzeczkę dla innych twórców gier. Eksplozje które targają na polu walki, pięknie oświetlając teren wokoło daje Nam przedsmak prawdziwych epickich starć z szarańczą. W tej edycji dodano nowych Locustów, w tym znanych z końcowych starć w drugiej części, "Lśniących", których trzymamy na dystans ponieważ po ostrej wymianie ognia, nie kładą się, jeno eksplodują.
Toteż warto na to zwrócić uwagę grając na najwyższym poziomie. "Gluciarze" potrafią swoją kulą ognia rozpierniczyć Naszych towarzyszy w mgnieniu oka, pozostawiając resztki spopielonego mięsa. Gdy takiego delikwenta ostro potraktujemy ołowiem, ten w przepiękny sposób wybucha, oślepiając Nas eksplozją. Po prostu to trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć jak potężny jest xbox 360.
Reszta kreatur do własnego sprawdzenia i szukania ich słabych punktów.
Tekstury zyskały na ostrości, nie powtarzają się i nie doczytują w tak perfidny sposób jak to miało miejsce w poprzednich częściach.
Dopakowano również dźwięk a co z tym idzie wszędobylskie efekty, jak wystrzał z każdej broni, czy pokrzykiwania Naszego oddziału. Śmieszne a zarazem stonowane jak trzeba wypowiedzi kolejny raz pokazują klasę odgrywanych przez nich aktorów, świetnie spisujących się w dubbingu. Za muzykę zabrał się ponownie Steve Jablonsky co słychać przy każdej możliwej okazji. Muzyka świetnie współgra z przeszywanymi świstem powietrze kulami w ilości masowej.
Rozgrywka jest nadal jednotorowa, umożliwiając Nam od czasu do czasu wybór inne ścieżki, podzielonej grupy. Czyli: "Wasza dwójka na dach a My zajmiemy się ulicą" prosty przykład. Rozłąka nie trwa zbyt długo bo przeważnie kilka minut rozpierduchy na dwóch frontach, zachodząc od flanki. Dodatek do i tak konkretnej zadymy, jednak innowacyjności raczej ze świecą szukać.
Podobnie z akcjami typu, jazda autostradą na pełnym gazie i wymianie ognia, czy zjazd po linie oczywiście również w akompaniamencie wypluwanych łusek. Jest tego kilka, zapychacze podstawowego dania jakim jest parcie przed siebie, flankowanie, solidne grupowanie i przyleganie do wszędobylskich murków, osłon, itd. Kwintesencja Gears of War, sukcesywne parcie do przodu, wraz ze zdobywaniem terenu i likwidacją jednostek Szarańczy. W tym temacie nie zmieniło się ani na jotę ale tak też miało pozostać.
Zmiany za to nastąpiły w uzbrojeniu. mamy teraz naprawdę w czym wybierać. Do składu doszło kilka pukawek, które na pewno znajdą swoich właścicieli. Min. "Retro Lancer", taki Nasz Kałach ze spory rozrzutem ale i nie gardzący siłą rażenia ogniem wraz z bagnetem, dzięki któremu możemy nabić oponenta na którego właśnie szarżujemy. Miły widok dla oka, z pewnością.
Kolejno, "Kret" gdzie po wystrzale w kierunku Locustów, wwierca się w ziemię i przy dobrych timingu zebranego miejsca potrafi zrobić spustoszenie w szeregach, taki mniejszy odpowiednik Booma. Następny w kolejce to "Obrzyn" - potężna spluwa jeśli chodzi o siłę rażenia ale i cholernie z małym zasięgiem oraz dłuuugim czasem przeładowania. Jednak, jeśli zbierze się trójka Locustów pod lufą, padają wszyscy trzej po jednym strzale. Dwururka to świetna alternatywa dla starego dobrego "Gnaszera". Do kolekcji dołącza cięższa wersja snajperki, gdzie po namierzeniu typa, żegnamy go jednym strzałem, pozostawiając czerwony dym posoki. Reszta już jako dodatek, w tym tasak który pozostawił Rzeźnik. Nie mniej wszystko co dzierżone w łapach Naszych Cogów służy do jednego, do ubicia wszystkiego w zasięgu wzroku.
Podsumowując, w Gow 3 trzeba zagrać. Każdy szanujący się fan strzelanek a na pewno serii nie powinien przejść obojętnie obok. Głównie po to, by zobaczyć co potrafi xbox 360, jak solidnie i miodnie wciąga singiel i multiplayer. tak się robi tytuły z rozmachem, epickością. taki jest właśnie zespół Epic Games. Polecam z czystym sercem każdemu. Celowo unikałem wątków fabularnych co by nie burzyć przyszłym graczom całej historii.
OCENA SINGLE PLAYER: 8+/10
Plusy:
+ Oprawa A/V
+ Totalny choas
+ Kooperacja dla 4 graczy
Minusy:
- Brak przełomu
- Liniowość
- Schematyczność A.I. wrogów
Multiplayer:
Wisienką na torcie w multiplayerze na pewno jest tryb kooperacji dla 4 graczy, którzy w sieci mogą zjednoczyć się i tłuc Szarańczę w akompaniamencie krzyków przed HS. Świetna sprawa i na pewno nie jeden z Was o ile już tego trybu nie zaliczył, przejdzie go z pełną satysfakcją.
Do trybów multi doszła opcja "Bestii", odpowiednik Hordy, gdzie wcielamy się w Szarańczę w celu zlikwidowania "Cogów". Co prawda tylko 12 fal ale zabaw jest przednia. Możemy wcielić się od najmniejszych w Tickery po większe bestie typu Mauler, czy nawet ślepy Berserker wszystko wraz z postępem zdobywania doświadczenia. Miły dodatek, tym bardziej iż na początku jest trudno bo i ekipa Szarańczy słaba, jednak z kolejnymi falami jest łatwiej, ze względu na dobór brzydali.
"Horda" zaś została dopakowana na maksa. Czeka na Nas 50 fal, poprzedzających walki nawet z bossami. Do dyspozycji oddano Nam różnego rodzaju wsparcie, typu zasieki czy za odpowiednio większą opłatą, działka stacjonarne czy wabiki do odciągania uwagi Locustów. Jest tego sporo, każdy element ma swój level więc siłą rzeczy można a nawet trzeba za kasę udoskonalać Nasz sprzęt bo z każdą kolejną falą jest coraz trudniej.

Klasyczny multiplayer zasługuje na osobną recenzję. Jednak spisze własne spostrzeżenie.
Generalnie tryby się nie zmieniły. Mamy teraz Drużynowy Deathmatch zamiast Strażnika co imo jest bezsensu odstawiać tryb z drugiej części, najchętniej grany przecież do dziś. W trzeciej edycji popularnością cieszy się właśnie "DM", w którym obie drużyny posiadają 15 respawnów, każdy zgon to punkt niżej, gdy dojdzie do zera, następuje brak respów a tym samym odradzać się już nie można a drużyna przeciwna szuka tego jednego nieszczęśnika o tłucze go na mielonkę.
Reszta trybów to klasyczny Execution, Warzone, Pojmanie tyle, że tym razem trzeba pojmać dowódcę drużyny, więc gram w odbijanego oraz Król Wzgórza, Wingman.
Sam korzeń rozgrywki został zmieniony gruntownie względem GoW 2. Jest zdecydowanie szybciej, dynamiczniej. Brak lagów, z którymi po dziś dzień boryka się druga część jak i pierwsza. tryb sieciowy widać, iż został solidnie przemodelowany. Zdecydowanie rzadziej jeśli w ogóle nie ma w tej części problemów z meczami w sieci. Szybko wynajdowane mecze. To na plus, na pewno. Dedykowane serwery działają bez zarzutu.
Jednak do magii i efektowności twardej walki z Gears of War, pierwszej epickiej już części, nie ma startu. To właśnie mroczność, męska zabawa sprawiały, że do gry w sieci zasiadali tylko Ci co szukają ostrej rzezi. trójka jest zbyt kolorowa, zbyt radosna. Nie trzeba posiadać siklla by kogoś położyć. Cholernie mocny Lancer psuje całą kwintesencję Girsów jaką była wymiana z Gnaszerami w bliskim starciu.
Tu tego brakuje, nie wspominając o Obrzynie który całą jatkę psuję totalnie. Zrobiła się z tego zwykła wyrzynka bez charyzmy i jaj ze stali, którą posiada pierwsze niedoścignione GoW, już nawet lepiej bawiłem się przy zlagowanym GoW 2. Czegoś tu zabrakło, bądź poszło w kierunku casuali.
Skórki do broni, fajne ale i dziecinne, nie pasujące do konwencji. Bo jak nazwać Locusta który biega z różowymi gnatem? Wesoła brutalność. To samo tyczy się podsumowania Kampanii, majstersztyk graficzny, jednak zbyt słodki i kolorowy.
gdzie jest moc map z pierwszej części? Fuel Depot, Warmachine, Canals czy Mansion? Owszem w GoW 3 jest ich sporo, w tym przerobione Blod Drive czy Gridlock, nie mają one jednak polotu do tych z GoW.

Podsumowując Tryb Online nie spełnił moich oczekiwań, zbyt wygórowanych zresztą, subiektywnie stwierdzam, że nie na to czekałem. Choć bawię się nadal przednio, niedoścignionym wzorem nadal jest Gears of War. Bez Hordy, Bestii i innych trybów. Po porost, zwykła, prosta rozpierducha. Może kiedyś doczekam reedycji na xbox 1080p
OCENA MULTIPLAYER : 8/10
Plusy:
+ Masa trybów
+ Dedykowane serwery
+ Sprawność w działaniu
+ Czysty Fun
+ Ogrom statystyk
Minusy:
- Brak klimatu poprzedników
- Lancer za mocny
- Tylko dla zgranej ekipy, pojedynczy niedzielny gracz może się zniechęcić.
- Brak charyzmy

Logowanie


























